Stara Piekarnia – podróż przez smaki i przestrzenie: pub, restauracja i apartamenty
Stara Piekarnia to nie tylko restauracja – to miejsce, które przez ćwierć wieku wpisało się w kulinarny i sentymentalny krajobraz Bytomia. Gdzie dawniej pachniało pieczywem, dziś serwuje się roladę, pizzę z pieca opalanego drewnem i ciasta, które przypominają smak dzieciństwa. Przeczytaj wywiad i poznaj kulisy działalności, która zaczęła się od pubu, a dziś serwuje gościnność na najwyższym poziomie.
Stara Piekarnia i jej kulinarna ewolucja
25 lat to piękny jubileusz gratulacje! Jak zmieniała się Stara Piekarnia przez te lata?
Agnieszka Sprycha: Zaczęliśmy w 2005 roku od pubu – to było nasze pierwsze dziecko, bardzo kameralne miejsce, które szybko zdobyło serca bytomian. Początkowo serwowaliśmy piwo, ale Goście zaczęli pytać, czy można byłoby też coś przekąsić. Wraz z pojawieniem się ogródka letniego, rosło też zapotrzebowanie na posiłki. Zaczęliśmy więc organizować małe przyjęcia rodzinne w jednej z salek, a potem zapadła decyzja – pora na restaurację.
W 2008 roku powstała Stara Piekarnia jako restauracja z prawdziwego zdarzenia. To był naturalny rozwój – wychodziliśmy naprzeciw potrzebom Gości. Ale to nie koniec. Z czasem pojawiły się kolejne pytania: „A czy można zostać na noc?” – i tak zrodził się pomysł stworzenia apartamentów. W 2013 roku otworzyliśmy siedem pokoi gościnnych. Dziś z dumą obserwujemy, jak nasi pierwsi pubowi Goście dorastają razem z nami – najpierw przychodzili na piwo, potem organizowali u nas swoje wesela, chrzciny dzieci, a teraz wracają na rodzinne obiady.
Nazwa „Stara Piekarnia” nie jest przypadkowa?
AS: Zdecydowanie nie. Restauracja mieści się w budynku dawnej, działającej przez wiele lat piekarni. To tu naprawdę piekło się chleb i bułki – i wiele osób, które dziś przyjeżdżają do nas na obiad lub nocleg, opowiada, że jako dzieci właśnie tutaj kupowały pieczywo. To są historie, które naprawdę łapią za serce. Jeden z naszych Gości wzruszył nas szczególnie, pokazując kafelek na piętrze, pod którym chował swoje „skarby” – plastikowe figurki z dzieciństwa.
Zależało nam, by zachować ducha tego miejsca – piece piekarnicze stały się częścią baru, stoły zrobiono z dawnych kotłów, a w wystroju zostawiliśmy autentyczne cegły i kafle. Dla wielu osób wizyta u nas to nie tylko kolacja – to powrót do wspomnień.
Jesteście na mapie Bytomia już długo i do tego oferujecie również noclegi. Czy w apartamentach gościły znane osoby?
AS: Tak. Przez te wszystkie lata odwiedziło nas wiele znanych twarzy – od polityków po aktorów, choć nazwisk nie zdradzamy z szacunku do ich prywatności. Ale myślę, że o pewnej osobie mogę wspomnieć. Szczególne miejsce w naszych sercach ma aktor Lech Dyblik, który co roku gości u nas przy okazji styczniowej inscenizacji historycznej w Bytomiu. Często odwiedzają nas także influencerzy, youtuberzy czy uczestnicy programów telewizyjnych. Zdarza się, że dopiero po ich wyjeździe rozpoznajemy, kto to był – najczęściej dzięki reakcji obsługi czy Gości. Ale bez względu na znane nazwiska, każdy Gość jest dla nas równie ważny.
Tradycja z odrobiną szaleństwa
Jak określiłaby Pani kuchnię Starej Piekarni? Mamy tutaj dużo nawiązań do Śląska.
AS: Nasza kuchnia to śląska tradycja z dodatkiem świata. Mamy stałą ofertę klasyków: rosół, rolada, kluski i modro kapusta – one po prostu muszą być. Goście, nawet z zagranicy, tęsknią za takim jedzeniem. Początkowo serwowaliśmy je tylko w niedziele, ale szybko okazało się, że muszą być dostępne przez cały tydzień.
Ale to nie wszystko. Od 15 lat mamy tego samego szefa kuchni – a to o czymś świadczy. To dzięki jego wizji i pasji udało nam się połączyć śląski klimat z kuchnią włoską i nowoczesną. Wprowadziliśmy do Bytomia jedną z pierwszych pizz opalanych drewnem – dziś to już standard, ale wtedy było to coś zupełnie nowego. Nasza pizza, makarony zapiekane w piecu, ryby – to wszystko cieszy się ogromnym uznaniem. Mieliśmy nawet „dni rybne” w czwartki, które okazały się tak popularne, że ryby na stałe weszły do naszego menu.
Co jeszcze ma do zaoferowania Stara Piekarnia?
AS: Karta zmieniana jest dwa razy w roku – mamy wersję wiosenno-letnią i jesienno-zimową. Dodatkowo przygotowujemy wkładki sezonowe, dzięki którym nasi stali Goście mogą próbować nowości, takich jak kurki z pieca, dorada pieczona w całości, bób z czosnkiem czy pierogi z jagodami. Latem królują lekkie dania, zimą – treściwe, rozgrzewające potrawy.
Jeśli chodzi o desery – mamy własną witrynkę z ciastami, tiramisu czy rzemieślniczymi lodami. Część słodkości pochodzi z zaprzyjaźnionej piekarni Kwapisz, z którą blisko współpracujemy. To właśnie tam trafiają nasze kanapki i dania w słoikach, a my chętnie korzystamy z ich słodkich wyrobów. Ale wiele rzeczy, takich jak ciasta czy wytrawne wypieki, robimy też sami – bo wiemy, że „swoje” smakuje najlepiej.
Do picia? Od lat serwujemy Guinnessa, który jest u nas praktycznie od początku. Oprócz tego mamy klasyczne piwa, w tym czeskie lane pszeniczne, a kawę można wypić taką, jaką się lubi – nawet tradycyjną parzoną, bo u nas nie wszystko musi być „speciality”.
Często słyszy się, że w restauracjach dania są zbyt „udziwnione”. A jak jest u Was?
AS: To prawda – dziś wiele lokali stawia na wyszukane smaki, nietypowe połączenia, które nie zawsze trafiają w gust Gości. My chcemy oferować kuchnię normalną, szczerą i zrozumiałą – taką, którą się zna i lubi. Klienci chcą po prostu dobrze zjeść – bez konieczności rozszyfrowywania karty. Dlatego trzymamy się tradycji, ale dajemy sobie też przestrzeń na sezonowe inspiracje i lekkie eksperymenty.
Stara Piekarnia… w słoiku
Dania w słoiku – co to za pomysł? Zaintrygowało mnie to.
AS: To pomysł, który narodził się w czasie pandemii – wtedy trzeba było się przestawić na inne formy działania. Zaczęliśmy więc przygotowywać dania w słoikach, takie jak żur, bigos, fasolka po bretońsku czy tradycyjne sałatki. Są dostępne zarówno na miejscu, jak i w piekarniach Kwapisz. To świetne rozwiązanie – można zabrać słoik do domu, do pracy, na weekend – i mieć pod ręką porządny domowy posiłek.
Jak wygląda sprawa z dowozami? Klienci często o to pytają?
AS: Dowozy realizujemy, ale w ograniczonym zakresie – wszystko zależy od obłożenia sal i imprez. Jesteśmy kameralnym lokalem, więc czasem po prostu brakuje rąk do wysyłki. Zawsze jednak dostępne są odbiory osobiste, które cieszą się dużą popularnością. Robimy też cateringi, które z powodzeniem trafiają na stoły firmowe i domowe.
Czy oferujecie jakieś promocje?
AS: Tak, jesteśmy partnerem projektu Miasta Gwarków – osoby odwiedzające Bytom w ramach tego programu mogą okazać bilet i otrzymać u nas rabat. Regularnie też wprowadzamy sezonowe oferty promocyjne. Trzeba sprawdzać na bieżąco.
Czuć się jak w domu
Czego można Wam życzyć z okazji 25-lecia?
AS: Na pewno fajnych, przyjaznych Gości, którzy docenią naszą pracę i klimat tego miejsca. Nie musimy być najwięksi – chcemy po prostu oferować jakość i gościnność, z których jesteśmy znani. Marzymy o rozbudowie części noclegowej, bo widzimy, że siedem pokoi to za mało. Myślimy też o większej sali, która pozwoliłaby na organizację większych imprez. Ale wszystko po kolei – najważniejsze, żeby Gość czuł się u nas jak w domu.














