Czarno To Widzę – Bytom, retro i drip z charakterem
Czarno To Widzę – kawiarnia zlokalizowana na ulicy Piekarskiej – to miejsce, które udowadnia, że nawet z pozornie pesymistycznego hasła może wyrosnąć coś pięknego i pełnego życia. W tej rozmowie z Tomkiem i Kubą dowiesz się, dlaczego zdecydowali się otworzyć kawiarnię właśnie w Bytomiu, jak powstawało nietuzinkowe wnętrze pełne retro mebli, jakie mają podejście do parzenia kawy specialty i co wyróżnia ich spośród innych lokali w mieście.
Początki Czarno To Widzę
Skąd wzięła się nazwa Czarno To Widzę?
Tomek: To hasło towarzyszyło nam od samego początku, ale raczej jako żart między nami. Kiedy pojawiały się różne trudności – a było ich sporo, szczególnie że wiele osób odradzało Bytom i ulicę Piekarską jako lokalizację – mówiliśmy do siebie: „No, czarno to widzę”. Z czasem powtarzaliśmy to tak często, że uznaliśmy, że to po prostu musi być nazwa kawiarni. Jest w niej ironia, trochę śląskiego dystansu i naszej historii.
Kuba: I szczerość. Nie udajemy, że wszystko było różowe. Były momenty, kiedy serio nie wiedzieliśmy, czy to wszystko ma sens. Ale im bardziej się to rozwijało, tym bardziej „czarno” zaczęło kojarzyć się pozytywnie – jak poranna, mocna czarna kawa.
Czy pochodzicie z Bytomia, czy to miasto wybraliście z jakiegoś konkretnego powodu? Co Was z nim łączy?
K: Jestem z Tarnowskich Gór, ale Bytom zawsze był mi bliski. Lubię to miasto za jego charakter, autentyczność. Jest trochę surowe, ale z ogromnym potencjałem. Piekarska ma swoją historię i klimat – mimo że wielu w nią nie wierzyło, my poczuliśmy, że to dobre miejsce na naszą kawiarnię.
T: A ja pochodzę z Chorzowa, ale mam podobne odczucia. Bytom nie był oczywistym wyborem, ale właśnie to nas przyciągnęło. Tu można stworzyć coś nowego. I mamy nadzieję, że nasza kawiarnia Czarno To Widzę jest częścią tej zmiany.
Jak zaczęła się Wasza przygoda z kawą? Czy był jakiś przełomowy moment albo inspiracja, która popchnęła Was w stronę prowadzenia własnej kawiarni?
T: U mnie zaczęło się totalnie amatorsko – od parzenia dripa w domu i eksperymentowania. Z czasem doszła fascynacja tym, skąd pochodzi kawa, jak różnorodne mogą być odczucia sensoryczne. Wciągnęło mnie to na maksa.
K: Ja podobnie. Najpierw ciekawość, potem trochę pogłębiania wiedzy na temat metod parzenia. Ale dopiero gdy zaczęliśmy o tym rozmawiać wspólnie, pojawił się pomysł, żeby zrobić z tego coś więcej. Kawiarnia była jak naturalna konsekwencja – chcieliśmy mieć miejsce, w którym sami chcielibyśmy spędzać czas.
Wnętrze, które wciąga
Wnętrze lokalu ma swój niepowtarzalny klimat – antresola, meble retro, kultowy fotel Chierowskiego, żółty telewizor… Czy to efekt spontanicznych znalezisk, czy raczej przemyślanej koncepcji? Czy wpisujecie się celowo w nurt dawania rzeczom drugiego życia, zrównoważonego designu?
K: To było trochę jedno i drugie. Meble pochodzą z drugiej ręki – odnawialiśmy je sami, trochę z potrzeby, trochę z przekonania. Chcieliśmy, żeby to miejsce nie wyglądało jak kolejna kopiuj-wklej kawiarnia.
T: Tak, bardzo zależało nam, żeby wnętrze miało duszę. Żeby ktoś, kto wchodzi, od razu czuł, że to nie jest lokal urządzony „na pokaz”, tylko z sercem. To, że daliśmy przedmiotom drugie życie, też pasuje do filozofii tego miejsca – niewymuszonej, autentycznej.
Jakie znaczenie ma dla Was atmosfera miejsca? Na czym najbardziej Wam zależy, jeśli chodzi o wrażenia gości?
T: Atmosfera to podstawa. Możesz mieć najlepszą kawę, ale jeśli w miejscu nie da się złapać luzu i oddechu, to ludzie nie wracają. U nas ważna jest swoboda – bez presji, bez udawania.
K: Chcemy, żeby każdy czuł się jak u siebie. Mamy duże okna, naturalne światło, zmieniający się klimat w ciągu dnia. Miejsce żyje swoim rytmem, nie męczy. Często ludzie mówią nam, że wpadli na chwilę, a zostali na długo – to dla nas największy komplement.
Co wyróżnia Czarno To Widzę na tle innych kawiarni w Bytomiu i okolicy?
K: Klimatem – zdecydowanie. I tym, że jesteśmy autentyczni. To nie tylko o kawę chodzi, ale o całe doświadczenie.
T: I o ludzi. Tworzy się tu społeczność – nasi goście często wracają, zagadują, dzielą się swoimi kawowymi odkryciami.
Kawa speciality
Jakie kawy polecilibyście osobom, które dopiero zaczynają przygodę z kawą specialty? Czy są pozycje w menu, które szczególnie dobrze „wchodzą” nowicjuszom?
T: Najlepiej zacząć od czegoś klasycznego – na przykład dripa. Jest prosty, czysty w smaku i świetnie pokazuje, czym różni się kawa specialty od tej codziennej. Zawsze chętnie doradzimy coś na start.
K: Tak, i co ważne – nie narzucamy. Można spróbować, podpytać, poszukać swojego smaku. Mamy dużą rotację ziaren, więc zawsze coś nowego się znajdzie.
Czy macie swoje ulubione metody parzenia, które najczęściej serwujecie?
T: Drip to mój numer jeden. Lubię jego lekkość i przejrzystość w smaku.
K: A u mnie zdecydowanie Chemex – ma coś eleganckiego, i w smaku, i w sposobie parzenia. A Klienci? Najczęściej wybierają dripa, co nas bardzo cieszy.
Z jakimi palarniami współpracujecie? Na jakiej podstawie wybieracie ziarna? Co jest dla Was najważniejsze w tej selekcji?
K: Nie zamykamy się na jedną palarnię. Korzystamy zarówno z polskich, jak i zagranicznych – zależy nam na jakości, ale też na różnorodności.
T: Lubimy zaskakiwać naszych gości. Jak tylko trafimy na coś ciekawego, to od razu testujemy i wprowadzamy do menu. Smak, świeżość i etyczne pochodzenie to nasze minimum.
Czarno To Widzę to nie tylko kawa
Wasze ciasta cieszą się świetnymi opiniami – skąd pochodzą? Czy współpracujecie z lokalnymi cukierniami, a może sami coś wypiekacie?
T: Współpracujemy z Patrykiem Herdą z Tarnowskich Gór i z Ojacie Piekę – to naprawdę świetni ludzie, którzy znają się na swoim fachu.
Poza kawą i ciastem – co jeszcze można u Was znaleźć? Czy planujecie wprowadzić do menu coś nowego?
K: Matcha! I to w różnych wariacjach – teraz na przykład truskawkowa, która zaskakująco dobrze się przyjęła. Współpracujemy z Oromtcha. Poza tym kombucha od Local Kombucha i inne napoje, które stale się zmieniają.
T: Zawsze staramy się mieć coś świeżego – sezonowe dodatki, limitowane smaki. Nie stoimy w miejscu.
Czy organizujecie lub planujecie wydarzenia specjalne – degustacje, warsztaty, spotkania? Czy Czarno To Widzę to tylko kawiarnia, czy może też miejsce spotkań?
T: To zdecydowanie coś więcej niż tylko kawiarnia. Mamy już za sobą koncert akustyczny, wystawę fotografii, event z Fundacją Silesia Neon. To dla nas ważne – żeby działo się coś poza kawą.
K: I będzie działo się więcej! Jesteśmy w trakcie kolejnych planów, niektóre jeszcze owiane tajemnicą. Ostatnio byliśmy częścią wydarzenia na ul. Strażackiej, razem z ekipą z Zelter Katering. To było coś niesamowitego!









