Kofeina Mood – śniadania i styl Memphis w klimacie Instagrama
Kofeina Mood z zewnątrz przyciąga kolorową witryną, w środku zachwyca stylem Memphis i atmosferą, która – zgodnie z nazwą – działa na nastrój. O tym, skąd pomysł na kawiarnię, dlaczego matcha sprzedaje się lepiej niż kawa, jak tworzy się przestrzeń od serca – rozmawiam z Ewą Faszczewską, właścicielką lokalu przy ul. Webera 2.
Kofeina Mood – początki
Skąd wziął się pomysł na otwarcie własnej kawiarni?
EF: To była mieszanka intuicji i konkretnej potrzeby. Tuż przed moimi trzydziestymi urodzinami poczułam, że to idealny moment na coś własnego. Pracowałam wcześniej w gastronomii, więc znałam realia, ale zawsze chciałam stworzyć przestrzeń, która będzie „moja” – i dosłownie, i emocjonalnie. Kiedy dowiedziałam się o dotacji z Urzędu Pracy na otwarcie działalności, bez wahania złożyłam wniosek. Od początku wiedziałam, że będzie to kawiarnia – kawa była zawsze obecna w moim życiu. Uwielbiam ją, ale od jakiegoś czasu szczególnie blisko mi do matchy – i to też widać w naszej ofercie.
Dlaczego właśnie Bytom i ulica Webera 2?
EF: Bytom to moje miasto. Tu żyję, tu pracowałam i tu chciałam się rozwijać. Obejrzałam wiele lokali, zanim trafiłam na ten przy Webera 2. Zdecydowały trzy rzeczy: dobra lokalizacja – tuż obok rynku, ale z własnym klimatem, rozsądny czynsz i stan techniczny lokalu – wymagał tylko odświeżenia. Wcześniej działał tu sklep z ekologiczną żywnością, więc przestrzeń była dostosowana do działalności usługowej. Co więcej, budynek, w którym się znajdujemy, to najstarsza zachowana kamienica mieszkalna w Bytomiu – ma XVIII-wieczny rodowód. To ogromny atut, ale i zobowiązanie.
Czy miejsce od początku miało mieć taki charakter?
EF: Tak, choć dojrzewało w procesie. Przestrzeń od początku miała być ciepła, komfortowa i kolorowa. Nie chciałam industrialnej kawiarni z cegłą i metalem – takich jest wiele. Marzyło mi się coś innego: miejsce, w którym ludzie będą czuć się dobrze, które ich zaskoczy, ale nie przytłoczy. Chciałam oddać w nim też coś z siebie.
Nastrojowo czyli jak?
W nazwie pojawia się słowo „Mood”. Co ono dla Ciebie znaczy?
EF: „Mood” to dla mnie energia miejsca. Chciałam stworzyć przestrzeń, która nie tylko wygląda, ale też działa na zmysły. Gdzie można przyjść z książką, laptopem, usiąść samemu lub z kimś i po prostu być. To miał być powolny rytm, przestrzeń oddechu. I myślę, że się to udało. Wielu Klientów mówi, że dobrze się tu czują – a to najlepszy komplement.
Wnętrze Kofeina Mood zdecydowanie przyciąga wzrok. Skąd inspiracja stylem Memphis?
EF: Zawsze byłam kolorową osobą – lubię wyraziste barwy, wzory, eksperymenty. Styl Memphis – pełen geometrycznych form i śmiałych zestawień – wpadł mi w oko gdzieś w mediach społecznościowych. Wiedziałam, że to będzie idealne tło dla tego miejsca.
We współpracy z Oliwią Golis z Breath Design Studio powstał projekt wnętrza, identyfikacja wizualna, dobór kolorów i grafik. Ale realizacja była już nasza – ja i mój partner malowaliśmy ściany, przenosiliśmy wzory, dopieszczaliśmy każdy detal. Pomagali też moi rodzice. Dzięki temu to miejsce naprawdę oddaje moją osobowość.
I zrobiło furorę – o wnętrzu Kofeina Mood pisano w mediach branżowych.
EF: Tak! Nasza kawiarnia pojawiła się w kilku portalach i czasopismach poświęconych designowi wnętrz. Było to dla mnie ogromne zaskoczenie i radość – bo pokazuje, że można w Bytomiu stworzyć przestrzeń, która inspiruje innych. Najważniejsze jest jednak to, że Klienci czują się tu dobrze. Bo piękny design jest tylko ramą – prawdziwe znaczenie nadaje dopiero człowiek.
Kofeina Mood na talerzu
Na początek, czego napijemy się w Kofeina Mood?
EF: Przede wszystkim stawiamy na kawę specialty – mamy blend arabiki z Kolumbii, Etiopii i Brazylii (z ekspresu ciśnieniowego), a także jedną metodę alternatywną – przelew z ziaren ocenionych powyżej 85 pkt w skali SCA. Serwujemy kawy włoskiej marki Sevengrams.
Ale co ciekawe – u nas króluje matcha! To nasz znak rozpoznawczy. Mamy matchę klasyczną, niebieską (z kwiatów clitorii, bez kofeiny), a także smakowe: różaną, lawendową, truskawkową, malinową, na toniku, na soku pomarańczowym, z espresso… To naprawdę osobny świat.
Do tego serwujemy rzemieślniczy cydr musujący z winnicy Marcyporęmba – tworzony z dawnych odmian jabłoni, metodą tradycyjną. To cydr klasy premium – bardziej jak wino musujące niż słodkie cydry znane z marketów. W smaku głęboki, elegancki i… nie boli po nim głowa. (śmiech).
A co można u Was zjeść? Co znajdziemy w menu?
EF: Nasze menu to śniadania przez cały dzień więc o której nie wstaniesz, u nas zawsze zdążysz na śniadanie – od bajgli (w tym wersje wege), przez tosty francuskie (na słodko i wytrawnie), angielskie śniadania z plackami ziemniaczanymi, grzanki, bowle, aż po wrapy i pancakes. Staramy się, żeby było różnorodnie, kreatywnie i sezonowo.
Wypieki to zasługa Oleny, naszej cudownej cukierniczki z Ukrainy. Przyjechała do Bytomia z powodu wojny, wcześniej zdobywała doświadczenie m.in. w Moskwie. Jej wypieki są po prostu genialne – szczególnie miodownik i napoleonka, które stały się naszym znakiem firmowym. Zauważyliśmy ogromne zainteresowanie ze strony ukraińskiej społeczności. Przychodzili, żeby spróbować smaków dzieciństwa – ale co ciekawe, Polakom też te smaki bardzo przypadają do gustu. Bo to coś innego, naturalnego, zrobionego z sercem.
Działania lokalne
Czy organizujecie wydarzenia?
EF: Tak – mimo ograniczonej przestrzeni odbywają się u nas warsztaty rękodzielnicze. Mieliśmy już warsztaty z haftu, robienia biżuterii z koralików, malowania. Prowadzą je dziewczyny z Bytomia. Uczestniczą zarówno dorośli, jak i dzieci. To świetna forma integracji lokalnej społeczności i wprowadzenie odrobiny kultury i zabawy w rytm codzienności.
Bierzecie udział także w miejskich inicjatywach?
EF: Tak, jesteśmy częścią projektu Miasta Gwarków – jeśli ktoś zwiedza Bytom, Tarnowskie Góry czy Radzionków, może z biletem przyjść do nas i skorzystać ze zniżki.
Dziękuję za rozmowę.
Zdjęcia: Anna Laskowska, Bartek Noglik i autor.












