Krakowska Jeden – kanapki rzemieślnicze, bowle i droga na Bytom
Krakowska Jeden w Bytomiu to nie przypadek – ani adres, ani nazwa. To historia 11 lat spędzonych w Krakowie, doświadczenia zdobywanego w restauracjach i klubach oraz decyzji, by w końcu zrobić coś swojego. Dziś przy jednej z najbardziej rozpoznawalnych ulic miasta serwują autorskie kanapki, bowle i domowe desery, a latem planują ogródek na rynku. O tym, jak Kraków zaprowadził ich do Bytomia, rozmawiamy z Martyną i Andrzejem Gąsienica-Laskowy.
Krakowska Jeden – z grodu Kraka do Bytomia
„Nazwa to adres, adres to historia” – taki opis Waszego lokalu widnieje w social mediach. Skąd wzięła się Krakowska 1?
Andrzej Gąsienica-Laskowy: Nazwa nawiązuje do naszej historii. Spędziliśmy w Krakowie 11 lat – tam studiowaliśmy, pracowaliśmy, tam uczyliśmy się gastronomii i tam tak naprawdę dorastaliśmy. Kiedy zobaczyliśmy, że lokal do wynajęcia jest przy ulicy Krakowskiej, uznaliśmy to za znak.
Martyna Gąsienica-Laskowy: Jest jeszcze jedna historia – przy wjeździe do Krakowa od strony Zakopianki stoi znak kierujący na Bytom. Zawsze śmialiśmy się z niego, zastanawiając się, po co on tam jest. Nie przypuszczaliśmy, że kiedyś będziemy mieszkać w Bytomiu. Dziś drogowskaz na Bytom mamy namalowany na ścianie w lokalu.
Skąd w ogóle wzięliście się za barem?
MGL: Poznaliśmy się dziewięć lat temu w restauracji w Krakowie, gdzie pracowaliśmy jako kelnerzy. Później każde z nas rozwijało się w gastronomii – od obsługi, przez kierownicze stanowiska, aż po zarządzanie lokalami.
AGL: Martyna zrobiła kurs barmański w krakowskiej szkole barmańskiej. Pracowała m.in. w restauracjach typu fine dining, była kierowniczką sali i menedżerką. Andrzej pracował w restauracjach w Krakowie i Katowicach, przez cztery lata w klubie muzycznym, ostatnio w katowickiej restauracji.
MGL: Po około dziesięciu latach w gastronomii uznaliśmy, że mamy wystarczające doświadczenie, żeby spróbować czegoś swojego.
Krakowska Jeden – to nie są zwykłe kanapki
Kanapki rzemieślnicze – to chyba jedyny taki koncept w Bytomiu?
AGL: Początkowo na szybie widniał napis „kanapki rzemieślnicze”, ale z czasem zmieniliśmy go na „Bistro”. Słowo „kanapki” zbyt mocno kategoryzowało lokal. Zdarzało się, że ktoś nawet nie wszedł do środka, bo kojarzyło mu się to z prostą bułką z szynką.
MGL: Kanapki nadal są naszym głównym nurtem, ale rozszerzyliśmy ofertę o bowle. Nie zmieniamy konceptu – raczej go poszerzamy.
Skąd pomysł właśnie na kanapki?
AGL: Wszystko zaczęło się w Krakowie, w miejscu o nazwie Meet & Go. To tam po raz pierwszy spróbowaliśmy Reubena i kanapki kubańskiej. Zaskoczyło nas, ile smaków może zawierać kanapka. Kiedy zaczął kiełkować pomysł własnego miejsca, pomyśleliśmy, że to dobry kierunek – coś mniejszego, co można zjeść na miejscu albo wziąć na wynos. Wydawało się to prostsze niż otwarcie dużej restauracji. Szybko okazało się, że „prosto” w gastronomii to mit.
Wasz Reuben dojrzewa trzy tygodnie. Co to właściwie znaczy?
AGL: Mięso do Reubena przygotowujemy przez trzy tygodnie, więc to dosyć długi proces. Jeśli się skończy, to przez kolejne trzy tygodnie go nie będzie. To nie jest szybka kanapka „z wkładką”. To pełnoprawne danie, które wymaga procesu, czasu i cierpliwości.
Co zjemy i czego się napijemy?
Jak wygląda menu? Klasyka czy autorskie projekty?
AGL: Mamy stałe pozycje – Reubena, kubańska, Cezar, Croque Monsieur i Croque Madame. Chcemy, żeby za trzy lata można było przyjść i zjeść tę samą kanapkę, którą zjadło się dziś. Oprócz tego co tydzień lub co dwa tygodnie wypuszczamy 2–3 pozycje specjalne. Robimy ograniczoną liczbę porcji – 10–15 sztuk – i kiedy się skończą, to się skończą.
MGL: Była kanapka z roladą – inspirowana śląskimi smakami – która spotkała się z bardzo dobrym odbiorem. Jeden z Gości powiedział, że ostatni raz tak dobrą roladę jadł u babci. Wzruszyło nas to. Pojawiła się też kanapka Fish & Chips z morszczukiem w panko, dostępna tylko w piątki. Mamy też kanapkę na słodko z karmelizowanym bananem i sosem angielskim. Sezonowość jest dla nas ważna i chcemy się nią bawić.
A czy można skomponować własną kanapkę?
AGL: Na ten moment nie. Ale myślimy o wprowadzeniu takiej możliwości – może jako specjalny dzień w tygodniu albo w formie konkursu? To pomysł, który już się pojawił i niewykluczone, że go zrealizujemy.
Oprócz kanapek pojawiły się bowle. Co jeszcze zjemy?
AGL: Bowle są wariacją kanapek – 70–80% składników jest tych samych, zmienia się forma podania. Zamiast pieczywa pojawia się ryż czy młode ziemniaki. Mamy też zupy – kremy, a nawet krupnik, który podajemy z drożdżowym paluchem z serem, żeby nawiązać do naszego konceptu. W deserach: tiramisu, fondant czekoladowy i sezonowe domowe ciasta. Ważną rolę odgrywa nasz szef kuchni Michał – z doświadczeniem z Islandii i Francji – który przekłada nasze pomysły na konkretne dania.
Czego się napijemy w Krakowskiej 1?
MGL: Na razie skupiliśmy się na jedzeniu. W napojach mamy: kawę, herbaty (w tym domową zimową herbatę na bazie autorskiego syropu imbirowego), napoje bezalkoholowe, piwo bezalkoholowe, bezalkoholowe wersje koktajli. Staramy się o koncesję i mamy nadzieję, że wkrótce w ofercie pojawi się wino i piwo.
Plany
Ogródek – będzie?
MGL: Tak. Ogródek na rynku był jednym z argumentów, który przesądził o decyzji o otwarciu lokalu. Planujemy go otworzyć latem. Trwają starania o koncesję – również w kontekście ogródka.
Krakowska Jeden za rok – jak ją widzicie?
AGL: Pełną gości, gwaru i dobrego zapachu. I z perspektywą otwarcia kolejnego lokalu. To jest nasz cel – czy będzie to Kraków, Zakopane czy Katowice, czas pokaże.
Dziękuję za rozmowę.











