Ułatwienia dostępu

Li Long Bytom
Rozmowy od kuchni

Li Long – rodzinna historia orientalnej kuchni w sercu Bytomia

Li Long już prawie od 30 lat serwuje kuchnię orientalną dla mieszkańców Bytomia oraz naszego regionu. Zaczynali w trudnych latach 90., ale dzięki pasji, determinacji i rodzinnej atmosferze udało im się zbudować lokalną markę, która działa z powodzeniem do dzisiaj. Jesteście ciekawi tej historii?

Li Long – szczęśliwa trzynastka

Zacznijmy od samej nazwy, która mnie od lat intryguje – co właściwie oznacza „Li Long”?

Monika Lai (właścicielka): Nazwa pochodzi od dwóch znaków z chińskiego horoskopu. „Li” oznacza ptaka – kanarka, a „Long” to smok. Połączyliśmy je, bo razem brzmią ładnie i egzotycznie. Nie ma w tym żadnej filozofii, bardziej chodziło o dźwięk i symbol. Do dziś, po ponad 27 latach, w niektórych hurtowniach wciąż widnieje błędny zapis „Li Ląg” – mimo że od początku poprawna nazwa to Li Long. Nie zmieniamy jednak tego, bo przypomina nam o początkach restauracji.

Jak zaczęła się historia restauracji Li Long w Bytomiu? To bodajże jedna z najdłużej działających restauracji w Bytomiu.

ML: Nasza historia sięga 1997 roku, a oficjalne otwarcie odbyło się 13 maja 1998 roku. Szukaliśmy lokalu długo – w tamtych czasach nie było internetu, więc ogłoszenia oglądało się w papierowych gazetach, dzwoniło ze stacjonarnego telefonu i jeździło na oględziny. W końcu trafiliśmy na miejsce przy ul. Podgórnej, gdzie wcześniej był pub. Lokal wymagał kapitalnego remontu. Wszystko – kuchnię, wystrój, instalacje – robiliśmy własnymi rękami.

Hai Lai (właściciel): Robiliśmy wszystko sami. Kuchnia, ściany, podłoga – wszystko od nowa. Nie było łatwo, ale ja lubię gotować, więc chciałem mieć swoje miejsce.

Oliwia Lai (właścicielka): Ja pamiętam, że po szkole przychodziłam pomagać. Pakowałam sajgonki, czasem lepiłam pierożki. To była dla mnie szkoła życia – restauracja dosłownie rosła razem z nami.

A skąd wziął się pomysł, by otworzyć właśnie restaurację orientalną?

ML: Mąż zawsze potrafił dobrze gotować, ale kiedy zaczęliśmy myśleć o restauracji, zaczął jeździć do Warszawy, żeby się szkolić. Tam gastronomia orientalna dopiero się rozwijała, więc przywoził stamtąd pomysły i przepisy. Mąż pochodzi z Wietnamu i zna tę kuchnię od dziecka. Chciał gotować to, co zna najlepiej. A w latach 90. na Śląsku kuchnia azjatycka nie była jeszcze w ogóle popularna.

HL: Tak, pochodzę z Wietnamu. Na Śląsku nie było za dużo miejsc z azjatyckim jedzeniem. W Warszawie – tak, tam było więcej restauracji i ludzie znali trochę bardziej kuchnię orientalną. Tutaj ludzie nie wiedzieli, jak to jeść, bali się nowego. Chcieliśmy pokazać, że to dobre, że warto spróbować.

Nowe smaki w Bytomiu

Jak wyglądały początki? Czy ludzie byli otwarci na takie smaki?

ML: To były zupełnie inne czasy. Ludzie nie znali sushi, bali się surowej ryby, a o sosie rybnym nikt nawet nie słyszał. Wchodziliśmy na rynek z czymś zupełnie nowym.

HL: Było bardzo trudno. Składniki? Nie było nic! Nie było takich hurtowni jak dziś. My pierwsze produkty – sosy, przyprawy, ryż – przywoziliśmy z Austrii. Dzisiaj wszystko można kupić w Polsce, ale wtedy trzeba było kombinować.

To musiało być trudne, ale jednak się Państwu udawało.

ML: W najlepszym czasie, kiedy restauracja się rozwinęła, nasze sajgonki i inne dania trafiały nawet do marketów. Byliśmy obecni w około dziesięciu sklepach w regionie – można było kupić nasze świeże sajgonki na wagę, na wynos.

OL: Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, ale wtedy to była nowość. Dla mnie, jako dziecka, to było niesamowite – widzieć nasze dania w sklepach w całym regionie.

Jak wyglądała promocja restauracji w latach 90.?

ML: Wtedy nie było Internetu, więc reklama to były ulotki. Rano trzeba było je zanieść na pocztę, gdzie listonosze roznosili je po domach. Pamiętam dokładnie, że jedna ulotka kosztowała osiem groszy pamiętam wagę 13g. To były inne czasy – wszystko robiło się ręcznie, z sercem. Promocja działała, ludzie przekonywali się i zaglądali do nas coraz częściej, zostając naszymi Klientami.

Li Long czyli Wietnam po polsku

Co wyróżnia kuchnię w Li Long?

ML: Naszym znakiem rozpoznawczym są sajgonki. To danie, które pokochały całe pokolenia naszych Gości. Ciekawa jest historia nazwy – w Wietnamie mówi się na nie „nem”, ale w Polsce studenci wietnamscy uznali, że to trudne słowo i wymyślili nazwę „sajgonki” od miasta Sajgon, żeby łatwiej było ją wymówić i zapamiętać. Tak się przyjęło, że dziś każdy wie, czym są sajgonki.

HL: Tak, każdy zna sajgonki. My robimy świeże, nigdy z mrożonek. Dużo Klientów wraca tylko po nie. Ale Goście bardzo lubią też kaczkę na gorącym półmisku – to nasze drugie bardzo popularne danie.

Czy dania są przygotowywane według rodzinnej receptury?

ML: Tak, wiele potraw opiera się na rodzinnych przepisach z Wietnamu, zwłaszcza sosy i farsze. Ale musieliśmy dopasować się do polskiego podniebienia – ograniczyć kolendrę, złagodzić przyprawy. Szacuję, że około 70% dań to adaptacje klasycznych receptur.

HL: W Wietnamie jedzenie jest bardzo różnorodne – północ, południe, środek – każdy region ma inny smak. W Bytomiu robimy je tak, żeby Polacy mogli zjeść i żeby było smacznie, ale dalej z duszą Azji.

Czy w menu są opcje dla wegetarian i wegan?

ML: Tak, mamy wiele dań wegetariańskich. Jeśli ktoś poprosi – przygotowujemy wersję bez mięsa, bez jajka, a nawet bez bulionu mięsnego. Nie mamy typowo wegańskiej karty, ale zawsze staramy się dopasować potrawę do Klienta.

OL: To dla nas naturalne – słuchamy Klientów, rozmawiamy z nimi. Wielu z nich wie, że można u nas zamówić coś specjalnego, więc chętnie wracają.

Najważniejszy jest smak

Jak zmieniała się restauracja przez lata?

ML: Przenieśliśmy się do nowej lokalizacji, odświeżyliśmy wnętrze, ale klimat został ten sam – rodzinny. Kiedyś menu było nawet większe niż teraz. Próbowaliśmy je skrócić, ale Klienci od razu pytali: „A czemu tego dania już nie ma?” i trzeba było przywracać ulubione pozycje.

HL: My nie chcemy za dużo zmieniać. Lepiej robić mniej, ale dobrze. Smak musi być zawsze taki sam jak dawniej – to dlatego Klienci wracają.

Jakiego rodzaju Klienci najczęściej odwiedzają Li Long?

OL: Mamy bardzo różnorodnych Klientów. Przychodzą starsi, którzy znają nas od lat, ale też dużo młodych – szczególnie pary. Wiele osób mówi, że poznali się u nas na pierwszej randce!

ML: To prawda. To miejsce spokojne, nie imprezowe. Klienci przychodzą tu po to, żeby dobrze zjeść, porozmawiać i odpocząć od zgiełku.

HL: Ja się cieszę, że nasi Goście tu wracają. Niełatwo jest w Bytomiu prowadzić restaurację, ale jak ktoś po latach mówi: „Smakuje tak samo jak kiedyś” – to największa nagroda dla mnie.

Jakie macie plany na przyszłość?

ML: Nie planujemy otwierania nowych lokali. Po tylu latach chcemy zachować spokój i jakość. Li Long to nasza rodzinna historia i chcemy, by tak pozostało.

OL: Dla nas najważniejsze jest, żeby to miejsce trwało i żeby wciąż przyciągało Klientów, którzy szukają prawdziwego smaku.

HL: Tak, chcę gotować spokojnie, dla ludzi, którzy lubią nasze jedzenie. To najlepsze uczucie.

Strona www restauracji Li Long

Dziękuję wszystkim za wirtualne kawki! Stawiając wirtualną kawę, pomagasz rozwijać portal! Na każdego wspierającego czeka miła niespodzianka!

Podaj dalej!

Jeden komentarz

  • MichelinGuide

    Proszę tam nie przychodzić… jedzenie stare, odgrzane w mikrofalówce, bez polotu i szczerości. Jedno słowo na to miejsce – DRAMAT!

Zostaw komentarz!